niedziela, 21 grudnia 2014

Natura ludzka. Czyli coś nowego.

Witam wszystkich! Ostatnio zaczęłam pisać krótkie notki filozoficzne, w których rozważam własne zdanie na dany temat. Niektóre są krótkie, niektóre długie, inne niedokończone. Filozofia to dział nauki nieograniczonej, która cały czas może się zmieniać. Nie ma w niej stałych treści, tak jest moim zdaniem.
Dzisiaj dodaję niedokończony tekst o naturze ludzkiej... Piszcie w komentarzach co sądzicie. :)



Ludzie to odmienny typ istot żywych. Wyposażeni w mózg i wolną wolę gubią się w labiryntach życia. Mimo umiejętności myślenia i wysnuwania wniosków popełniają błędy. Niektóre z nich są banalne inne głupie, kolejne niewybaczalne, wreszcie mądrościowe. Co śmieszniejsze, posiadają wybór i mogą zapobiec owym występkom. Dlaczego więc ciągle słyszy się o zabójstwach, fałszerstwach, samobójstwach, kradzieżach, gwałtach? Czemu ludzie stworzeni na obraz Boga popełniają złe czyny? Znam odpowiedź. Człowiek jako byt ziemski wierzy w to co widzi, słyszy, czuje i dotyka. Kieruje się poznaniem zmysłowym, poznaniem niższym jakby określił to Platon. Nie chce przekroczyć granicy i wznieść się na ,,wyższy poziom” idei. W jaki sposób religia mogłaby wpłynąć na jego poczynania? Skoro na świecie głoduje, choruje i cierpi niezliczona ilość osób to w jakim ujęciu należy rozpatrywać obecność Boga? Wreszcie sprowadza siebie do myśli, że sam nie jest idealny i może popełniać błędy. Kieruje się swoją nabytą naturą i daje się ponieść zmysłom. Zabija z zazdrości, przyjemności; kradnie z powodu niezadowolenia; gwałci by zaspokoić pragnienie; kłamie by uniknąć konsekwencji prawdy. W momentach gdy czuje się źle lub gdy potrzebuje szczęścia, zmienia fałszywie zdanie. Idzie do kościoła, zasiada na ławie, składa ręce do modlitwy, klęka i zaczyna się modlić. ,,Panie Boże, stwórco świata, proszę pomóż mi…”. Oczekuje wysłuchania, oczywiście. Pomaga starszej pani na przejściu, rozmawia z daleką rodziną, którą niegdyś opuścił, wierzy ślepo w Boga i jego wysłuchanie. Przypomnijcie sobie teraz jakie zaskoczenie was ogarnia gdy okazuje się, że ów powiernik nie wypełnił swojej misji. Zostawił was na lodzie? Śmieszne ale prawdziwe.  Tak to pojmujecie. 




 WESOŁYCH ŚWIĄT <3

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Dalsza część rozdziału 7

Nie zamierzałem czekać. Ruszyłem do przodu, pewny swoich poczynań i zamiarów. Nigdy się nie bałem i nigdy nie wierzyłem w duchy. Nie mogłem pozwolić by coś mną omotało i zabrało resztki godności czy zdrowego rozsądku. Wtargnąłem do kuchni, zaklnąłem i wziąłem do ręki szczotkę. Pozamiatałem rozbitą porcelanę i usiadłem na krześle. Czekałem aż przyjdzie Carlos z Jacobem.
Czułem się okropnie oszukany. Miałem spędzić tu wakacje, czas, który wynagrodził by mi tragiczne przeżycia zostawione w Londynie. Nie oczekiwałem ekstremalnych przygód, chciałem po prostu odreagować. Poznać kogoś nowego, zaprzyjaźnić się, nauczyć się nowych rzeczy. Tymczasem, moje grono poznanych osób ogranicza się do szaleńca, starszego szaleńca i wariatki z rynku. Oczywiście nie zapominając o tajemniczym, cichociemnym gościu z domu.
- Świetnie. Może i ja wyląduję w psychiatryku. - mruknąłem. W między czasie zerkałem na zegar. Do dwudziestej brakowało tylko dwudziestu minut. Zastanawiałem się nawet czy nie przyrządzić herbaty. Myśl tą jednak szybko wypchnąłem z głowy - nie mogę być miły bo nie zdradzą mi prawdy. Trzeba pokazać Carlosowi, że to ja płacę i wymagam.
Tak bardzo byłem ciekawy czy to się uda. Jestem tu może czwarty czy piąty dzień. Wszystko dzieje się niebywale szybko. To aż komiczne, banalne. Miałem wrażenie, że znajduję się w scenariuszu jakiegoś filmu, spisku czy czegoś, Bóg wie sam, innego. Pewnie ten ktoś to krąży po moim domu, ma za zadanie mnie śledzić i spisywać codzienne czynności. Przekazuje to Carlosowi, który wyciąga ode mnie pieniądze i robi ze mnie głupka. To ma sens.
Nie, to nie ma sensu.
- Oliver? - pukanie do drzwi i głos Jacoba, przywołały moją świadomość do rzeczywistości.
Wstałem i równym krokiem skierowałem się ku gościom. Otworzyłem im i bez słowa zaprosiłem do środka. Dwóch mężczyzn - jeden młodszy, drugi siwy, starszy, ubranych łudząco podobnie do siebie stało na deskach tego domu. Przyglądając się sobie i mi nie wyrażali żadnych uczuć. Ich twarze były zamaskowane, pozbawione wyrazu, bezinteresowne, tajemnicze, przerażające. Blada karnacja, podpuchnięte oczy, czarne tęczówki... Wyglądali jak... trupy. Dlaczego teraz to zauważyłem?
- Witam, panowie. Musimy porozmawiać. - powiedziałem im kiedy już usiedliśmy na kanapie w salonie.
Jacob pochylił głowę i złapał się za siwą brodę.
- Słuchamy Oliverze. - odezwał się Carlos. Wnikliwie patrzył mi w oczy.
- Mieszkam sobie w tym domu, czytam książkę, schodzę do piwnicy, rozmawiam z ludźmi z rynku i coraz bardziej uświadamiam sobie w jaki bajzel się wpakowałem. W dodatku ktoś tutaj jest... w tej willi i mnie śledzi. Nie, nie zwariowałem. Przynajmniej nie jeszcze. Cała ta historia wydaje mi się dziwna, przeklęta a wręcz zakazana by o niej wspominać. Ostrzegacie mnie przed książką, przed głupim przedmiotem, który nie jest człowiekiem. A jednak, wciągam się w nią coraz bardziej i coraz mocniej zaczynam rozumieć. Umiem wiązać fakty.
- Do czego zmierzasz? - zapytał Carlos.
- Kim jesteście?  - spojrzałem na Jacoba. Siedział w tej samej pozycji. Nieruchomy, jakby nieżywy.
Gdy miałem już spytać się go czy dobrze się czuje, on nagle się poruszył. Tak jakby chciał coś powiedzieć, odezwać się. Otworzył już usta i wymówił pierwszą głoskę gdy Carlos go wyprzedził.
- Ludźmi, Oliverze. Oczywiście, że ludźmi. Jesteśmy tacy jak ty tyle, że nieco starsi i mądrzejsi. Ostrzegałem cię, żebyś nie schodził do piwnicy ani nie czytał mojej książki. To tylko i wyłącznie twój wybór, twoje decyzje. Nie możesz mieć do nas żadnych pretensji.
- Przestań gadać bzdury, Peleponer. Wiem, że jesteście rodziną Anny Thierin.
Chłodna macka zimna oplotła mi szyję. Poczułem się rozdrażniony i zagrożony. Targnęła mną obawa.
- Chyba naprawdę zaczynasz wariować. Jakim cudem? Przecież to nie zgodne z matematyką. Według lat, w których ona żyła bylibyśmy ...
- Martwi, tak wiem. Dlatego to ja was pytam, jak to możliwe?
- Może, ustalmy pewne fakty, panie Oliverze. - odezwał się Jacob. Popatrzyłem na niego z nadzieją. Naprawdę chciałem dowiedzieć się prawdy, w końcu to ja tu mieszkam i to mnie przytrafiają się ostatnio przerażające rzeczy. - Faktycznie, mamy powiązanie genaologiczne z tamtejszą rodziną ale wszystko co powinien Pan wiedzieć to Pan wie. Nie ma potrzeby byśmy opowiadali tu Panu niestworzone rzeczy.
Pokręciłem zrezygnowany głową.
- Coś próbowało mnie zabić. Jakaś bestia, bez kształtu. Słyszę śmiech, widzę kobietę, podążam za jej głosem, przedmioty same się poruszają, kran w łazience jest nie do naprawienia, w dodatku ten list i klucz...
- Jaki list? - zapytał nagle pobudzony Carlos. Pobudzenie to nie należało do tych zaniepokojonych ale raczej podnieconych. Prawie, że a doszedłbym do wniosku, że się cieszył.
- W piwnicy, w kufrze. Znalazłem tam list od J.J.S. Tak się podpisał. Dziwnym zbiegiem okoliczności są to inicjały pana, Jacobie. - znów rzuciłem na niego okiem. Pozostawał nieporuszony.
- Jest wiele mężczyzn o takich skrótach literowych. Proszę mi nie wmawiać kłamstwa.
- Oczekuję tylko prawdy. - wytłumaczyłem się.
- Proszę go pokazać. - rozkazał Peleponer.
Wstałem i podszedłem do książki leżącej na półce. Wyjąłem z niej owy skrawek papieru i podałem Carlosowi. Przeczytał go i przymknął oczy. Poruszył lekko głową, spinając wszystkie jej mięśnie i szyję. Zachowywał się bardzo dziwnie.
- Nie warto zaśmiecać sobie tym głowy. Korzystaj z wakacji. - zaczął powoli wstawać.
- Siadaj do cholery! - krzyknąłem. Niewzruszony cmoknął i rozbawiony powiedział:
- Naprawdę myślisz, że mógłbym mieć coś z tym wspólnego?
- Napisałeś tą książkę, w dodatku jest ona o twoim życiu. Miałeś opętaną matkę, w powieści zaś jest nią Anna. Z historii tego domu to własnie ona została zabita przez swój dom - a właściwie przez demona swojej matki. Miała męża i syna, Jacoba Sheppelina. Istnieje jednak jeden haczyk. Dlaczego jej mąż nazywał się Hans Tresckow skoro na rzeźbie w ogrodzie widnieją inne inicjały? Wszystko to przemyślałem i naprawdę zaczyna  mnie to przerażać.
- Inteligentny jesteś lecz nie do tego stopnia by móc pojąć tą sytuację. Odpowiedź dostaniesz gdy przeczytasz książkę. Skoro zacząłeś ją czytać, zmuszony jesteś dobrnąć do samego końca. Przykro mi ale innego rozwiązania nie ma. Jeśli się boisz mogę wysłać do ciebie pewną osobę. Dotrzyma ci towarzystwa, z pewnością.
Może i miał racje? Może to ja wyolbrzymiam sprawę a to wszystko to jedna wielka bajka i bujda? Czemu tak bardzo drążę temat? Nigdy nie kręciły mnie zjawiska paranormalne. Przeczytam książkę do końca i wrócę do Londynu. Tymczasem pomysł o osobę towarzyszącą nie wydaje się być złym pomysłem. Chciałem poznać przyjaciół, teraz taka okazja stoi przede mną otworem.
- W porządku. Zgadzam się.
- Wspaniale. Czekamy więc na twój telefon, kiedy będziesz gotowy poznać odpowiedź. - oboje wstali z kanapy i skierowali się do drzwi wyjściowych. - Niebawem kogoś tu wyślę.
Pozostałem w salonie patrząc na przedmiot leżący na półce. Nie było tak późno, mogłem jeszcze dzisiaj coś przeczytać. Byłbym o krok bliżej.
***
Była dwunasta w nocy kiedy zebrałem się w sobie i poszedłem do zamkniętego pokoju mamy. Tak bardzo się bałem. Nie tylko reakcji ojca ale też o swoje życie. Ostatnio nie było tu biezpiecznie. W żadnym razie. Po cichu zbliżyłem się do drzwi sypialni ojca. Podsłuchałem czy już śpi. Głębokie chrapnięcie utwierdziło mnie w przekonaniu, że droga wolna. Złapałem za klamkę i wszedłem do środka. Klucz powinien leżeć w kieszeni spodni. Wisiały na krześle. Wyciągnąłem rękę i zacząłem badać. Jest! Naprawdę tam były. Przez przypadek zadzwoniły aż pojawiły mi się kropelki potu na czole. Obawiałem się czy tata się nie obudził. Stałem w miejscu aż do następnego chrapnięcia a potem wyszedłem  na korytarz. Pokój mamy był na samym jego końcu. Z każdym zbliżającym się krokiem mój oddech stawał się cięższy i szybszy. Najgorzej było przed samymi drzwiami, kiedy to włożyłem klucz do zamka i przekręciłem.
- Mamo? - szepnąłem. Chciałem by odezwała się swoim normalnym głosem, by przytuliła mnie do siebie i przekonała, że to ojciec ma problem i, że musimy uciekać.
- Jacob? Jesteś sam? - zapytała.
- Tak mamusiu. Mogę wejść? - uchyliłem drzwi. Siedziała w środku, z podkulonymi nogami, ubrana w białą szmatę.
- Nie zabraniam. Tylko uważaj, ciemno tu. - przełknąłem ślinę. Człowieku, jak możesz bać się własnej matki? - pomyślałem i wszedłem do klitki. - Czemu tu jesteś?
- Chciałem z tobą porozmawiać. Dobrze się czujesz? - mówiłem troskliwie.
- Nie, synku. Jesteśmy w niebezpieczeństwie. Wierzysz mi?
- Chyba tak. Widzę, że coś się dzieje. Ostatnio, wtedy w kuchni. Widziałaś wszystko... ja nie miałem kontroli. Coś chciało mnie zabić.
- Ktoś, Jacobie. Twoja babcia.
- Barbara?  Czego od nas chce?
- Duszy. Próbuje nas opętać, zniszczyć. Walczę z nią ale to nie łatwe kiedy nie masz wsparcia. Twój ojciec nie chce mnie słuchać i zamyka mnie tu, myśląc, że to ja jestem chora.
- Wiem. Nienawidzę go.
- Nie, nie mów tak. On próbuje cię ochronić, tylko nie bardzo wie w jaki sposób. Musisz mu wytłumaczyć, pokazać.
- Jak?
- Spróbuj z nim porozmawiać. Mnie nie chce słuchać ale myślę, że ciebie zechce. Przekaż mu, że ona tu jest i konieczne jest spalenie tego domu.
- Spalenie? Czemu? Nie rozumiem...
- Ona próbuje w nas wejść, kierować naszymi poczynaniami, wpływa na nasze myśli, żyje nami. Mieszka tu, wtapia się w dany przedmiot a później w inny. Opętała tą willę. Trzeba ją więc zniszczyć.
- To brzmi strasznie i tak nieprawdopodobnie.
- Boisz się, kochanie, ja też się boję. Ale nie możemy pozwolić by nas zabiła, prawda?
Pokręciłem głową.
- Mamo, mam jeszcze jedno pytanie.
- Słucham cię.
- Czemu wtedy chciałaś skaleczyć tatę? Tak bardzo cię nie mogłem rozpoznać. A potem siedziałaś przy moim łóżku i miałaś takie obce oczy... Byłaś ... straszna.
- Co?
- No... mogę powtórzyć...
- Nie. Jacobie, zrób o co cię prosiłam i wyjdź stąd.
- Ale...
- Teraz. - popchnęła mnie na drzwi, które pod wpływem nacisku się otworzyły. Wyleciałem na korytarz i szybko zbliżyłem się do rąbka uchylonych drzwi.
- Mamusiu, czemu to zrobiłaś? Boję się...
- Wykonaj zadanie i wracaj do pokoju.
- Dobrze, obiecuję. Posłucham cię bo cię kocham. Wierzę ci.
- Ona tu jest. - szepnęła.
- Kto?
- Stoi za tobą. Nie odwracaj się. - szepnęła i domknęła drzwi.

***
Zacząłem szybko oddychać i odepchnąłem od siebie książkę. Miałem dreszcze i byłem zaniepokojony. moje serce biło szybko nie pozwalając na wzięcie oddechu.
Spojrzałem na zegar.
Minęły trzy godziny.
Nikogo nie było.
A jednak czułem kogoś obecność.

niedziela, 16 listopada 2014

Koniec rozdziału 6. i początek 7. - ,, Odwiedziny"

 Nie wiedziałem czy go posłucha. Jej stan był naprawdę dziwny.
&następny rozdział ( w książce, którą czyta Oliver)
                    Tak jak się spodziewałem ojciec zadzwonił do znajomego lekarza. Był ranek a on już badał moją matkę. Nie pozwalano mi wejść do pokoju, nawet zbliżyć się na krok. Tata bał się, że w jakimś nieoczekiwanym momencie Anna rzuci się na mnie. Tyle, że chciałem z nią porozmawiać. Nie sądziłem, że była chora na ludzką chorobę. Za jej zachowaniem stały nadludzkie moce, byłem tego pewien.
Podczas obiadu spytałem tatę o wyniki badań. Lekarz siedział u nas dobre cztery godziny.
                            - Nie twoja sprawa synu. - odparł zimnym tonem.
                            - A czyja? To moja matka do cholery! - krzyknąłem wypuszczając widelec z ręki. Spojrzał na mnie srogo, widocznie nie zadowolony z mojego zachowania i wyparował:
                            - Idź do siebie a jak przemyślisz swoje zachowanie to wrócisz i dokończysz obiad.
Wstałem od stołu, podszedłem parę kroków w kierunku ojca i mocno zaciskając pięści, powiedziałem:
                            - Ty nadęty egoisto! Nie wierzysz matce bo sam jesteś chory! Masz obsesję i więzisz ją w domu. Może byś tak chociaż raz spróbował ją zrozumieć? - odwróciłem się i pobiegłem do swojego pokoju. Zanim zamknąłem drzwi słyszałem jeszcze jego upomnienie:
                            - Nie wolno ci się tak do mnie zwracać!
Miałem plan. Nie wiedziałem jednak czy wypali. Dziś w nocy chcę pójść do pokoju matki. Mogę z nią porozmawiać, już się nie boję. Pomogę jej i ją uratuję. Będę inny niż ojciec.



Odłożyłem książkę przerażony faktem, że czytałem ją już ponad dwie godziny. Nie mogłem uwierzyć, że naprawdę było już po południu. Zaniepokojony faktami, które niedawno wypłynęły na historię tego domu zdecydowałem się, że muszę porozmawiać z Carlosem i jego starym przyjacielem, Sheppelinem. Musiałem dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi.




                                            Odwiedziny



Było grubo po południu gdy zdecydowałem się pójść do Carlosa. Mieszkał blisko mnie więc nie sprawiło mi to większego kłopotu. Pogoda była ciężka: słońce nawet o szesnastej wdawało się we znaki, powietrze gęste i parne nie pozwalało swobodnie oddychać. Zacząłem myśleć, że ta wyspa naprawdę mnie zabija. Nie dość, że dom, w którym zamieszkałem należał kiedyś do opętanej rodziny to jeszcze jej historia została opisana w książce właściciela. Nie rozumiałem tylko powiązań rodzinnych, nie rozumiałem sensu tego całego spisku. Nie rozumiałem niczego - byłem nieświadom mojego zgubienia. Dlatego właśnie podążałem drogą obsypaną piaskiem ku białemu domu. Przytulny z choinką rosnącą tuż obok, z otwartymi oknami. Podszedłem do drzwi i zapukałem. Zapukałem zbyt natarczywie i niegrzecznie. Otworzył mi Peleponer ubrany w podkoszulkę i spodnie sięgające mu do kolan. Spojrzał na mnie uważnie, uśmiechnął się niebezpiecznie  i powiedział:
- Spodziewałem się, że tu przyjdziesz.
- Jest u ciebie Sheppelin? - nie odpowiedziałem na jego słowa tylko twardo zadałem pytanie. Mój rozmówca zdziwił się na moje słowa i przecząco pokręcił głową.
- Nie ma ale wiem gdzie go szukać. Do czego ci jest potrzebny?
- Okłamujesz mnie Carlosie, to nie bardzo mi się podoba. Chcę żebyśmy spotkali się dzisiaj w trójkę o dwudziestej. U mnie. - nie czekając na odpowiedź, odwróciłem się na pięcie i truchtem podążyłem na pobliski rynek. Nie oczekiwałem, że coś będzie jeszcze otwarte ale porzebowałem oderwać się od swojej posiadłości. Ten dom posiadał magię. Magię ciężką, przytłaczającą i starodawną.
Ku mojemu zaskoczeniu, wszystkie stoiska były czynne a całe otoczenie wyglądało całościowo podobnie do ostatniego razu. Ujrzałem Mary Wildman. Ta kobieta nadal tkwiła w smutku i cierpieniu. Zrobiło mi się jej żal już przy pierwszej wizycie. Teraz jestem sam więc mogę do niej podejść i zapytać co ją dręczy - pomyślałem.
- Witaj. Pamiętasz mnie, może? Byłem tu ostatnio z jeszcze jednym mężczyznom.
Mary uniosła wzrok lecz nie uraczyła mnie odpowiedzią. Spróbowałem jeszcze raz.
- Pozwól sobie pomóc. Wiem, że przy utracie bliskich trzeba porozmawiać.
- Nic o mnie nie wiesz. - jej głos był szorstki i zdecydowany. Dało się w nim słyszeć nutę wrogości.
- Zgadza się ale chcę ci jakoś ulżyć. Czy to źle?
- Na nic mi twoje dobre chęci. Jesteśmy skazani na takie życie już do końca.
- Kto? Jacy jesteśmy?
- Wszyscy. - nie zrozumiałem co miała na myśli. O kim mówiła?
- Możesz mówić jaśniej?
- Uciekaj stąd. Wracaj do domu. - powiedziała patrząc mi w oczy.
- Jest niedaleko, w dodatku nie bardzo mi się spieszy.
- Nie mówię o tym domu. Wracaj do prawdziwego domu. Jak najszybciej. Jeszcze dzisiaj.
Zamilkłem. Byłem naprawdę przestraszony. Już nie ona pierwsza mnie ostrzega. Najpierw Jacob a teraz ona.
- Dlaczego? Co tu się takiego dzieje?
- Złe moce krążą nad tą wyspą i nad posiadłością Thierinów.
- Czyją?
Nie odpowiedziała. Milczała. Bezczelnie milczała nadal urzymując ze mną kontakt wzrokowy. Zdenerwowany zawróciłem. Kierowałem się do wynajętej posiadłości. Trzymała mnie nadzieja, że wieczorem wszystkiego się dowiem. Chciałem by nic przede mną nie zatajali, by wszystko stało się jasne i
przejrzyste. Może wtedy uda mi się zdecydować na powrót do Londynu? Teraz nie chciałem dać za wygraną. Coś mnie tu sprowadziło i nie pozwolę by to coś zostało mi odebrane.
Dotarłem na miejsce. Otworzyłem drzwi wejściowe i wszedłem do środka. Zrobił się lekki zaduch a wszystkie okna były otwarte mimo tego, iż przed wyjściem je otwierałem.
- Kto tu jest? Gdzie jesteś? Cholera, pokaż się! - wrzasnąłem jak idiota. Krzyczałem sam na siebie.
- Nikogo tu nie ma deklu. - odpowiedziałem sobie.
W tym momencie szklanka po herbacie stojąca na stole spadła i stłukła się na podłodze.
- Czyli jednak ktoś tu jest. - szepnąłem.








Dzisiaj tyle. W bliskim czasie pojawi się dłuższy fragment.

Tak wyobrażam sobie mniej więcej Mary Wildman.


  Biały domek Carlosa. Oczywiście nie pasuje do tamtych czasów ale był również biały, mały z choinką obok. :)
 Pozostawcie po sobie komentarz!


Powrót Mrocznej Krainy.

Witajcie po dość długiej przerwie. Strasznie Was za nią przepraszam ale zabrakło mi weny twórczej. Dzisiaj jednak poczułam, że ten blog odżyje. Mam pomysły i chęć do pisania. Jeszcze dzisiaj pojawi się nowy fragment mojej powieści. Podczas mojej nieobecności obserwowałam, że licznik wyświetleń oczywiście malał ale nigdy nie wynosił 0. :) Cieszy mnie to, że ktoś tu zagląda.
Pozdrawiam Was serdecznie, nie dajcie się przeziębić.
Mroczna.


piątek, 15 sierpnia 2014

Potrzebna pomoc z waszej strony! - sprawa MAXA WOODWARDA!!

Witajcie kochani :)
W poprzednim poście objaśniłam wam po części o co chodzi z tą książką, którą teraz czytam oraz z tą całą historią, która kiedyś naprawdę miała miejsce. Dzisiaj zwracam się do was z prośbą ale najpierw muszę jeszcze coś wam przekazać.
Otóż starzec, który wprowadzał dzieci w śpiączkę także próbował popełnić samobójstwo. Nie udało mu się bo także zapadł w śpiączkę by trafić do Krainy Pomylonego Dzieciństwa, do dzieci i odebrać im coś co nie należy do nich ( trzeba przeczytać książkę ). Bober Banary miał syna. Nazywał się Andrew Pash i po jakimś czasie, po próbie samobójstwa jego ojca , kiedy to policja badała willę, którą jego ojciec wynajmował rodzinom , odkryto, że ktoś w niej przebywa. Policjanci zobaczyli w niej syna Bobera. Aresztowali go i podejrzewali, że syn pomagał ojcu w upozorowaniu samobójstwa. Mężczyzna wskazał policji miejsce gdzie niby przebywał. A w niej , pod podłogą ukryta była skrzynka. Skrzynka z figurką człowieka. Okazało się, że ten człowiek to Bober Banary. Policja dotychczas nie wie jak wygląda naprawdę Bober Banary, mogą tylko przypuszczać, że miał okrągłą głowę ( wtedy kiedy zajął się Woodwardem bo przy innych dzieciach modelował czaszkę) , był bardzo garbaty i mizernie wyglądał. Co ciekawsze, doktor który badał potem dzieci i próbował dowiedzieć się jakimi metodami posługiwał się Banary został usunięty z pracy.
Dlatego. Ważny komunikat. Figurka ta znaleziona , nie była prawdziwą. To była tylko replika z marmuru. Prawdziwa wyrzeźbiona była z drewna i pomagała Boberowi przemieszczać się w śpiączce, wszystkie wyjaśnienia , jakkolwiek one brzmią są prawdziwe i wytłumaczone w powieści. A więc figurka ta prawdziwa może przebywać w Polsce. Każdy kto widział taką jak na zdjęciu poniżej może napisać mi tutaj , to bardzo ważne bo nie wiadomo czy dzieci, które obecnie przebywają w śpiączce nie są wiezione przez dalsze pokolenia Bobera. Np. jego syna czy dzieci jego syna. To nienormalni ludzie, uwierzcie. Autor, który napisał tą książkę także jej szuka, zbiera dowody, archiwalne zdjęcia, zeznania dzieci, wszystko to co może wiedzieć i co udostępnia mu policja. On sam miał kontakt z doktorem, który przeprowadzał badania, dr. Snake'sem.
Proszę pozostawcie po sobie komentarz. Nie wiem czy nadal prowadzić tego bloga kiedy nie widzę po was śladu :(
Na zdjęciu Andrew Pash(w koszuli w kratkę, syn Bobera ) , policjant i szkic z figurką ojca Pasha.

Tak prawdopodobnie wyglądał Bober Banary, Szkic zrobiony dzięki zeznaniom Maxa Woodwarda i Cornela Cummingsa ( przyjaciela Maxa, chłopca który jako drugi się wybudził).



Poszukiwana figurka. Ktokolwiek taką widział, pisać!



Więcej na blogu autora, polecam każdemu to prześledzić: http://roczniak.blogspot.com/

niedziela, 10 sierpnia 2014

Niecodzienna sprawa Maxa Woodwarda!

Uwaga Uwaga!
Na początek kilka ogłoszeń.
Likwiduję mojego drugiego bloga ze względu takiego, że nie ma na nim wiele wyświetleń ale to tylko przez moją winę. Przyznaję, że go zaniedbałam i nie dodaję tam nowych postów. Dlatego właśnie wszelkie recenzje czy moje aforyzmy i inne takie będą pojawiać się na tym blogu. Może sprawi to, że będzie miał więcej ,, fanów".
A więc...

W moim posiadaniu jest teraz książka Jacka Roczniaka pt. ,, Woodward- prawdziwa historia Maxa Woodwarda".
Nie zniechęcajcie się przez ten tytuł, błagam. To nie jest nudna powieść to same fakty.
Może zacznę od wprowadzenia, pozwólcie, że wspomogę się tekstem w książce.
W latach osiemdziesiątych w Hammersmith miała miejsce seria prób samobójczych dokonanych przez nastolatków ( wśród nich oczywiście tytułowy Max). Żadne z tych samobójstw nie skończyło się śmiercią ale każde z dzieci wpadło w śpiączkę. Po jakimś czasie wszystkie zostały położone w tym samym szpitalu. Po 12 latach śledztwa okazało się, że były pod opieką tego samego lekarza a wszystkie z nich przed próbą samobójczą wraz z rodzicami wynajmowały tę samą willę pewnego starca, Boba Banarego. Niedawno policja wyjawiła, że za całą sprawą stoi ktoś trzeci a dzieci do tej pory są więzione, przebywają w śpiączce.

Cóż , nie wiedziałam sama co o tym myśleć, ta historia wydawała mi się nawet ciekawa ale ilość stron tej powieści mnie przerażała - 720 stron.
Powieść została spisana dzięki m.in. fragmentom biografii Maxa spisanych przez jego przyjaciół, którzy także byli w śpiączce ale tak jak i Max się z niej wybudziły oraz na podstawie zapisów samego Maxa. Skorzystano również z wyników badań Thomasa D.Snake'a, który badał odruchy umysłowe pacjentów przebywających w fizjologicznej śpiączce.

Dobrze więc Max Woodward był to nastolatek o zaburzeniach emocjonalnych. Przed próbą samobójczą mieszkał w willi Banarego wraz z rodzicami. Nie miał z nimi dobrych kontaktów a szczególnie nie z ojcem, którego traktował jak wroga. Max nie był taki jak inny, miał swój świat, swój sposób mówienia i postrzegania rzeczywistości. Może właśnie dlatego jego rodzice go nie akceptowali? To właśnie ten chłopiec jako pierwszy wybudził się ze śpiączki. Po jakimś czasie, po  złożeniu wyjaśnień policji i lekarzom zniknął pozostawiając po sobie krótki zapis:
,,...wracam do Krainy, by oddać swoją chustę. By oddać lawendową chustę komuś, kto ją właśnie powinien włożyć...".
Nie wiem nadal bo jeszcze nie przeczytałam książki do końca o co chodzi w tym krótkim fragmencie.
Kontynuując, wszystkie uśpione dzieci wynajmowały kiedyś z rodzicami dom starca Boba Banarego. Bob Banary to człowiek nienormalny, lekarz z resztą. Aby nie dopuścić do tego, że policja go zamknie w więzieniu za każdym razem, za każdym razem gdy inna rodzina wynajmowała dom zmieniał swoją tożsamość. Nie mowa tu już o imieniu i nazwisku, ba! Banary miał inny plan. Zmieniał swój sposób chodzenia, ubierania, modelował swój głos, kształtował inaczej swoją czaszkę. Tak, dobrze przeczytaliście. Skąd to wiem? Z bloga autora ksiażki, który ma archiwalne zdjęcia i zapiski od policji. Adres na bloga znajdziecie gdy wpiszecie w google Jacek Roczniak. Więc wszystko na to wskazuje, ze nie był to człowiek o zdrowym umyśle. Nie zdradzę wam dużo informacji, ponieważ lepiej przeczytać książkę. Ktoś kto nie może jej kupić ale jest zainteresowany proszę do mnie napisać w komentarzu, wtedy podam adres e-mail.
Dzieci przebywające w śpiączce trafiały do Krainy Pomylonego Dzieciństwa, które istniało i tętniło życiem aczkolwiek nic tam nie było do zrozumienia. Kładka Cierpiących? Co to, prawda? Ja wiem. I jestem przerażona tym co czytam w tej książce. Bob Banary posiadał Księgę Holdorium - pisana w języku nie zrozumiałym dla innych ludzi, pisana była bowiem językiem z zaświatów. Banary czytał tę Księgę dzieciom w śpiączce modelując swój głos jak w hipnozie. Przed czytaniem podawał im lek uniemożliwiający przebudzenie.
Bob kiedy zorientował się, że policja wie gdzie go szukać próbował popełnić samobójstwo, nieudolnie.
Ale jego syn, Andrew Pash pomógł policji i odnalazł coś niezywkle dziwnego ale jakże ważnego dla tych dwóch mężczyzn. Figurka drewniana przedstawiająca ludzką postać jego ojca.


Tyle dla was, każdy kto chce więcej wiedzieć pisać w komentarzach!
Pozdrawiam.
Dobranoc.

piątek, 1 sierpnia 2014

Czy niebo istnieje?

Witajcie kochani!
Obejrzałam przed chwilą niesamowity film oparty na faktach pod tytułem ,, Niebo istnieje naprawdę".
Nigdy nie zastanawiałam się tak bardzo i tak dogłębnie nad odpowiedzią do pytania postawionego w tytule postu. Owszem wierzyłam, że Bóg gdzieś tam jest i spogląda na nas kierując naszym losem, dając nam wolną wolę. Gdy inni mówili: Nie ma Boga! Przecież na tym świecie dzieją się takie straszne rzeczy, które nie mogą być Jego ręką! - nie odpowiadałam. W sobie wierzyłam, że w momencie gdy Adam i Ewa zgrzeszyli, Bóg dał nam wolne życie abyśmy to my nauczyli się nim kierować. Byśmy zrozumieli i odróżnili dobro od zła. Dzisiaj kiedy zobaczyłam ten film i poznałam historię Coltona i Akiany Kramarik uwierzyłam. Może ktoś z was czytał także książkę Ebena Aleksandra, pt. ,, Dowód"? Och jeśli nie to naprawdę, polecam! Istnieje za dużo dowodów na istnienie Nieba abyśmy nadal w to wątpili. Wszystkie doświadczenia poza ciałem, które studiujemy ( mowa o OOBE) są niczym innym jak tworem Boga. Dlaczego więc wierzymy w wyjście poza ciało a nie wierzymy w istnienie innego życia? Życia, które jest piękniejsze od tego, które znamy i doświadczamy.
Naprawdę warto poświęcić półtorej godziny na obejrzenie tego filmu i zastanowieniu się nad istnieniem Nieba. 
Teraz dorosła już Akiane Kramarik w wieku 4 lat doznała wizji. Widziała Jezusa... w śnie. Ukazywał jej swoją twarz przez dłuższy czas aż ona sama w wieku 8 lat namalowała jego portret. Jest on w Internecie i każdy może również zobaczyć wywiad z tą dziewczynką. Colton, chłopiec, który na pograniczu życia i śmierci zobaczył zaświaty również ujrzał syna Bożego. Po powrocie na Ziemię potwierdził, że obraz namalowany przez Akianę jest prawdziwy. Że to właśnie tą istotę widział w Niebie.
Nie zmuszam was do uwierzenia w ich historię ale zachęcam do głębszemu przyjrzeniu się tej sprawie.


*** Warto zobaczyć i przeczytać:
1. Eben Aleksander  ,, Dowód "
2. Film ,, Niebo istnieje naprawdę"
3. Akiane Kramarik - wpisać w google i obejrzeć grafikę oraz wywiad na youtube.
4. Artykuły w gazecie Świat Wiedzy na temat doświadczeń poza ciałem ( OOBE - Out Of Body Experience).


Miłego dnia :)


Czy to normalne, że 8 letnia dziewczynka zdołała namalować takie arcydzieło?